sobota, 25 stycznia 2014

ROZDZIAŁ IV

Gdy tylko weszłam z powrotem do klubu nocnego, zobaczyłam wielką taflę wymiocin przede mną. Moje nogi były jak z waty, nogi odmówiły posłuszeństwa. Na szczęście Justin złapał mnie w tali przed upadkiem.
-Boże...Justin dziękuję ci , serio.
-Eh.. no nie ma za co. Nie wiedziałem, że jak tylko zobaczyłaś yyy...no to -wskazał na ochydztwo.- to od razu zemdlejesz.
- Ja tak mam.
Szybko powędrowałam do łazienki z nadzieją że kogoś tu znajdę !
-Ja piernicze..
- Co się stało ?
- Nie mogę ich znaleźć..
-Kogo ?
-Mojej paczki.
-Może są na górze ?
-No nie wiem..wszyscy już powychodzili, i zostaliśmy tylko my sami.
-Chodź ze mną i sprawdź. - Justin pociągnął mnie za rękę po schodach. Gdy tylko tam dotarliśmy, dostałam nagle olśnienia. Po prostu ZAMARŁAM gdy zobaczyłam widok przed sobą. Mój chłopak, był pół nagi i kochał się z nagą blondynką na moich oczach.
- Co to do cholery ma znaczyć ?!?! - wykrzyknęłam. Wszyscy spojrzeli na mnie. Łzy momentalnie popłynęły mi po policzkach. - Ty gnojku ! Co to ma znaczyć ?!
- Kim jest koleś koło cb ?-zapytał Rayan jak gdyby nigdy nic.
- Jeszcze mnie nie poznajesz ?-spytał Justin.
-Haha witaj, Bieber. Mówiłem, że kiedyś sie jeszcze spotkamy.
-Daj mu spokój ty gówniarzu! Co to ma znaczyć ?! Co to miało być ?! Zdradziłeś mnie !! Ty..ty..nie ma słów żeby nazwać cie tym kim teraz jesteś ! - zaczęłam momentalnie szlochać.
-Ty skur******* !!- zaczął krzyczeć Justin. Chłopak jednym ruchem uderzył pięścią w nos Rayana. Gdy mój były chłopak chciał uderzyć Justina, podeszłam tam, walłam go w twarz i kopnęłam nogą w brzuch.
- I wara ode mnie ty gnoju !! - zawrzeszczałam.
-Grace..może trochę uprzejmiej ? Nie wiesz z kim masz do czynienia.- zaczął Rayan.
- Że co proszę ?! - Rayan przybliżył sie do mnie i podparł mnie do ściany. Justin momentalnie go zaatakował.
-Zostaw ją ty debilu pieprzony ! Fajnie ci było wykorzystywanie mojej całej rodziny ?! Teraz zostaw Grace i spadaj okej ? ! Bo nie ręcze za siebie ! Nie zbliżaj się do niej, rozumiesz ?!- wykrzyczał na jednym oddechu Justin. Rayan nie zdąrzył nic powiedzieć, bo Justin wybiegł z klubu nocnego a ja za nim.
-Justin, o co tu chodzi ?! Jakie wykorzystywanie twojej rodziny ?!
-Grace...przepraszam za moje niepochamowane nerwy. Po prostu jak zobaczyłem ten jego ryj, myślałem że go zabiję.
-Justin ale..
-Cii - chłopak położył swój palec wskazujący na moich ustach. Patrzyłam mu prosto w oczy. Widziałam w nich smutek, zaufanie i agresję. Ale nadal nic nie rozumiałam..
-Justin..co ja teraz zrobię ?! Nie mam gdzie iść...najlepiej jak stąd wyjade, i to w tym momencie..
-Nie! Możesz zostać...u mnie.
-Justin..nie chcę ci sie wpraszać..
-Mieszkam tu sam.
-Naprawdę?
-Tak.
-Ale na pewno mogę ?
-Tak.
Chłopak momentalnie chwycił mnie za rękę i poszliśmy w stronę mojego domku. Spakowałam wszystko. Wiedziałam że Ashley i Jerry, bedą się o mnie martwić. Ale nie mogłam zostać tu ani chwili dłużej. Spędze dwa spokojne miesiące u Justina.

                             ***
Myślała że wszystko będzie w porządku. Że jak zamieszka z nim, wszystko sie zmieni. Może nawet ich coś połączy. Ale nikt wtedy nie wiedział, co przygotował dla nich los.

_____________________________________
Hejj ;* I jak się podobał rozdział ? :) Piszemy je razem z moją przyjaciółką. Będziemy sie przy każdym rozdziale podpisywać , która jaki napisała. Proszę, komentujcie <3 To  dla mnie bardzo ważne ;> Następny pojawi się jeszcze dzisiaj wieczorem <3 /GABA

piątek, 24 stycznia 2014

ROZDZIAŁ III

Kiedy dotarliśmy na miejsce lokal był przepełniony ludźmi do tego stopnie, że ciężko było się przecisnąć nawet po drinka. Na suficie wisiała maszyna wyświetlająca neony , a podłoga była zrobiona ze szklanych kafelków pod którymi widać było akwarium wypełnione kolorowymi rybkami. Ashley od razu wyciągnęła mnie na parkiet.
-O nie! Nie ma mowy żebyś tak się kłóciła i psuła wszystkim pobyt na wakacjach -Zawołałam Jerrego- Teraz on z tobą zatańczy. -Jeszcze przez chwilę się buntowała ale uznała że nie ma większego wyboru . Musiała się poddać.Nie wiedząc co mam ze sobą zrobić jakimś cudem udało mi się przecisnąć obok tłumu. Weszłam do klubowego ogrodu w celu odetchnięcia świeżym powietrzem. Bowiem w lokalu praktycznie nie było czym oddychać, mieszanina potu, tanich słodkich perfum i alkoholu przyprawiała o mdłości. 
-Mohito?- zapytał mnie mężczyzna, zapewne kelner.
-Hmm?Aaa tak dziękuje- wzięłam ozdobny kieliszek z tacy.
Podeszłam do basenu, nie był on duży raczej przeciętnej wielkości. usiadłam na brzegu zdjęłam buty i zamoczyłam stopy. Woda była cudowna! Nie zimna ale nagrzana przez słońce. Zamknęłam oczy i przez moment zagłębiłam się w ciszy. Z rozmyślań wyrwał mnie delikatny tenor...
-Cudowny wieczór, prawda?- zapytał nieznajomy.
-Takkk piękny- odparłam nadal z zamkniętymi oczami. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam siedzącego obok mnie chłopaka. Nie wygladał na Włocha bardziej na Kanadyjczyka.Jego oczy...przenikały. Nie mam pojęcia czemu ale chociaż go nie znałam miałam ochotę zwieżyc mu się ze wszystkich moich problemów.Włosy postawione na żelu miały kolor gryczanego miodu...a usta...achhhhh....zdawałam sobie sprawę ile dziewczyn marzyło o choć jednym pocałunku tych różowych, pociągajacych warg.Ubrany był w skóżaną biała kurtkę i brązowe spodnie. W uchu miał złotego kolczyka. Jednym słowem był bosski!!! Ja jednak nie zamierzałam się poddawać urodzie tego młodego boga..siedziałam nadal niewzruszona.
-Nie szkoda ci spędzić całej imprezy siedząc w basenie?- zapytał z zawadiackim uśmieszkiem.
-Emm nie? Jakoś nie czuję się tam najlepiej, a poza tym...fatalnie tańczę.- odwzajemniłam uśmiech.
-Ja też. To znaczy tańczę całkiem nieźle ale nie czuje się najlepiej w takim tłumie.- A może pszeszłabyś się ze mną na plażę?
-Wybacz ale mam chłopaka.
- To nic, ja cię zapraszam tylko na spacer a nie proponuje kolacji przy świecach.-rzucił.
- W sumie masz rację...Dobra chodźmy od tej mega głośnej muzyki juz bola mnie uszy-zgodziłam sie, chłopak pomógł mi wstać i wyszliśmy z klubu. Wysłałam oczywiście Ryanowi SMS że idę na spacer..
Szliśmy ulicą obok tej wystawy którą podziwiałam rano..przeczytałam podpis autora
-Ciekawe kim jest ten Justin? Załęże się że jakimś francuskim elegancikiem w ulizanych włosach i berecie. Ale trzeba przyznać że zna się na rzeczy, prawda?
-Yhmm- wymruczał chłopak , z mina jakby próbował powstrzymać nagły atak śmiechu ale zbytnio nie zwróciłam na to uwagi.Kiedy dotarliśmy na plaże zaniemówiłam.
- I jak?
-Boze odkąd tu przyjechałam widuje piękne miejsca ale to jest..nie umiem tego wyrazić słowami..?
-Eeeee Justin- wypowiedział swoje imię mój towarzysz.
- Ten...? Boże przepraszam! Myślałam że są to fotografie jakiegoś czterdziestolatka....
-Nie ty jedna.- Roześmiał się Justin najwyraźniej rozbawiony cała sytuacją.
-Robisz cudowne zdjęcia! Zajmujesz się tym?
-Nie pracuję w warsztacie samochodowym.
-Co?! Marnujesz się tam!
-Nie uważam tak..Zajmuje się lakierowaniem cholernie drogich bryk.. To się nazywa ''junic'' maluje na nich różne wzory: nagie kobiety, anioły, instrumenty muzyczne i takie tam.
-Nie myślałeś o życiu ze sztuki?
-Pewnie i to nie raz ale jakoś nie kręci mnie ciągłe ślęczenie z pędzlem i aparatem w ręku.
-Rozumiem..Piękne to morze..
- Mimo iż mieszkam tu tyle lat nigdy nie mogę się na nie napatrzeć jest takie...
-''Pasjonujące''- powiedzieliśmy w tej samej chwili a następnie ryknęliśmy donośnym śmiechem.
- A ty co zamierzasz w życiu robić?- zapytał mnie.
-Chciałabym być lekarzem a w wolnych chwilach... koneserem win.
-Koneserem?- Popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Tak koneserem, to cudowne jest móc tak jeździć po świecie i próbować wszystkich win, każde ma swoją historie...
- Nie wiesz co mówisz, całe życie się przeprowadzałem, wraz z matką uciekaliśmy przed....kimś.Nigdzie nie osiadaliśmy na dłużej niż 2 lata.
-Ale teraz mieszkacie w San Mareno/
- Tak to już będzie 7 lat..Mamy domu z winnicą kiedyś ci go pokażę.
-Która to już godzina?Trzecia spacerujemy przez 5 godzin?!
-Na to wygląda- odparł niewzruszony chłopak.
-Musimy juz wracać Justin, będą się o mnie martwić..
- No to chodź.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobał? Proszę bierzcie udział w ankiecie albo piszcie komentarze to dla mnie naprawdę ważne. :*



ROZDZIAŁ II

Idąc natknęłam się na imponującą  wystawę...Na ścianie starej kamiennicy były porozwieszane fotografii i obrazy różnych formatów. Gromadka przechodniów podziwiała zbiór. Nagle obok mnie przemknęła postać. Łapiąc mnie za rękę pociągnęła w stronę ciemnej uliczki...Spanikowałam ale nie mogłam złapać oddechu aby krzyknąć "pomocy''..Ręce napastnika próbowały dostać się mi pod bluzkę...Boże! Zdałam sobie sprawę co on chce zrobić...
-Po moim trupie!- krzyknęłam i przydzwoniłam pięścią w nos chłopaka.Próbował mnie uderzyć ale ja byłam szybsza szybkim ruchem buta kopnęłam go w czułe miejsce po czym upadł na ziemię. Zwijał się z bólu . Wykorzystałam ten moment  aby uciec..
-Grace!- usłyszałam z daleka-to była Ashley...Miałam szczerą ochotę jej również przydzwonić w nos.
-Gdzie ty do licha byłaś?1 Wszędzie cię szukałam!
-Naprawdę?-spytałam cynicznym głosem-Bo mi się wydawało że wolałaś podrywać jakiegoś rudzielca kiedy trwają przyjaciółkę o mało nie zgwałcił jakiś tubylec!!-krzyknęłam.
-Co?
-Słyszałaś doskonale. Dobra nie ważne masz szczęście że od trzech lat chodzę na tai-chi inaczej już byś mogła się pożegnać ze swoją piękna buźką...
-Sorry rzeczywiście miałyśmy trzymać się razem...Ale wiesz co ten chłopak..znaczy się Petro jest bardzo miły i zaprosił mnie..znaczy nas na imprezę w ''Qart de kambri'' jego kuzynka ma 20-stkę czy jakoś tak..-Nie mogłam uwierzyć, że ja o mało nie zostałam zgwałcona a ona ot tak informuje nas o imprezie. No ale czegoż innego mogłam się po niej spodziewać? Taka byłą już moja Ashley...
-No dobra...To o której jest ta impreza?
-O dziesiątej.. Będzie mohito, z papają takie jak lubisz!- dodała z przekonującym tonem moja bff.
- A tak wgl to skąd ty znasz włoski?
-Ja? Nie! To Petro świetnie mówi po angielsku! I ma taki zabójczy akcent..
-Dobra tylko bez szczegółów-powiedziałam śmiejąc się pod nosem
                                                      ***W drodze na imprezę***
- No wiesz  co?!- krzyknęła ze złością Ashley.
-Ja po prostu uważam że odrobinę za skąpo jesteś ubrana!-odkrzyknął Jerry.
-Po pierwsze mogę się ubierać nawet w samą bieliznę i ty i tak nie będziesz miał  w tej sprawie nic do powiedzenia, a po drugie jesteśmy na wakacjach! Przyjechałam tu zaliczyć paru kolesi więc się odpieprz!
-Ale..- dziewczyna spiorunowała go wzrokiem więc tylko wsadził ręce w kieszenie i z nieodgadnionymi rysami twarzy szedł przed siebie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że rozdział się wam spodobał :)
Proszę o sugestie i porady to lub na mojego maila - ola-ory@o2.pl

wtorek, 21 stycznia 2014

ROZDZIAŁ I

To miały być najwspanialsze wakacje życia. Wyjechałam wraz z Ashley, Jerrym i moim najukochańszym chłopakiem Ryanem. San Mareno...Pierwsze moje wrażenie po wyjściu z samolotu to szok. To miejsce było cudowne. Promienie włoskiego słońca paliły mnie w twarz.
-No i co kochanie ? Podoba się?-spytał Ray przyciskając mnie do swojego boku.
-To miejsce jest cudowne. Na pewno będziemy się tu świetnie bawić.-odrzekłam całując go namiętnie w usta.
- W to nie wątpię.-powiedział lubieżnie.
- No już przylepy! Potem będziecie mieć czas dla siebie.-powiedziała Ashley.
Trzymając się za ręce ruszyliśmy w stronę taksówki.

*** 2 GODZINY PÓŹNIEJ W EKSKLUZYWNYM HOTELU ***

-Na bombę!-zawołał Jerry wpadając z pluskiem do basenu.
Opalałam się na wiklinowym leżaku, dziękując Bogu za to cudowne słońce.
-Ej mała! Nie przyjechałaś tutaj by się wylegiwać! Idziemy w miasto rozkochać  w sobie kilku Włochów.-ściągnęła mnie z leżaka Ashley.
-Ona już rozkochała w sobie jednego obcokrajowca. Na razie wystarczy.-pojawiając się nie wiadomo skąd cmoknął mnie Ryana. Wstając z leżaka i  ruszyłam z Ashley na miasto. Nie znałam za bardzo włoskiego języka, gdyż w szkole go nie wykładali. Przyjaciółka wzięła mnie pod ramię i poszłyśmy najpierw na plażę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to piękny, błękitny ocean, w którym pływało mnóstwo ludzi. Ashley wyciągnęła rękę spod mojej i podeszła do pewnego chłopaka. Nie był zbyt atrakcyjny. Jego włosy miały kolor ognia, twarz pokryta piegami, a oczy zielone. Gdy tylko popatrzył na mnie i się uśmiechnął, miałam ochotę się zrzygać. Zawołałam Ashley, lecz ona zignorowała mnie i dalej prowadziła wymianę zdań z obleśnym chłopakiem. Wkurzona podeszłam do niej, przeprosiłam chłopaka i zaciągnęłam ją daleko od niego.
-EJ! Co ty robisz?!-zawołała do mnie i uwolniła się spod mojej ręki. -Właśnie się rozkręcałam..
-Z takim brzydactwem? Weź..koleś nie ma za grosz urody..-powiedziałam spoglądając z ukosa na chłopaka. Ten się uśmiechnął łapiąc mój wzrok. Odkrył swoje zęby a mi naprawdę zbierało się na wymioty.-Chodźmy stąd..byleby jak najdalej.
Ashley mnie nie posłuchała.Nadal flirtowała z tą paskudą więc postanowiłam się zmyć. Szłam kamiennymi alejkami jedząc loda waniliowego i nucąc Sumer paradise...