Kiedy dotarliśmy na miejsce lokal był przepełniony ludźmi do tego stopnie, że ciężko było się przecisnąć nawet po drinka. Na suficie wisiała maszyna wyświetlająca neony , a podłoga była zrobiona ze szklanych kafelków pod którymi widać było akwarium wypełnione kolorowymi rybkami. Ashley od razu wyciągnęła mnie na parkiet.
-O nie! Nie ma mowy żebyś tak się kłóciła i psuła wszystkim pobyt na wakacjach -Zawołałam Jerrego- Teraz on z tobą zatańczy. -Jeszcze przez chwilę się buntowała ale uznała że nie ma większego wyboru . Musiała się poddać.Nie wiedząc co mam ze sobą zrobić jakimś cudem udało mi się przecisnąć obok tłumu. Weszłam do klubowego ogrodu w celu odetchnięcia świeżym powietrzem. Bowiem w lokalu praktycznie nie było czym oddychać, mieszanina potu, tanich słodkich perfum i alkoholu przyprawiała o mdłości.
-Mohito?- zapytał mnie mężczyzna, zapewne kelner.
-Hmm?Aaa tak dziękuje- wzięłam ozdobny kieliszek z tacy.
Podeszłam do basenu, nie był on duży raczej przeciętnej wielkości. usiadłam na brzegu zdjęłam buty i zamoczyłam stopy. Woda była cudowna! Nie zimna ale nagrzana przez słońce. Zamknęłam oczy i przez moment zagłębiłam się w ciszy. Z rozmyślań wyrwał mnie delikatny tenor...
-Cudowny wieczór, prawda?- zapytał nieznajomy.
-Takkk piękny- odparłam nadal z zamkniętymi oczami. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam siedzącego obok mnie chłopaka. Nie wygladał na Włocha bardziej na Kanadyjczyka.Jego oczy...przenikały. Nie mam pojęcia czemu ale chociaż go nie znałam miałam ochotę zwieżyc mu się ze wszystkich moich problemów.Włosy postawione na żelu miały kolor gryczanego miodu...a usta...achhhhh....zdawałam sobie sprawę ile dziewczyn marzyło o choć jednym pocałunku tych różowych, pociągajacych warg.Ubrany był w skóżaną biała kurtkę i brązowe spodnie. W uchu miał złotego kolczyka. Jednym słowem był bosski!!! Ja jednak nie zamierzałam się poddawać urodzie tego młodego boga..siedziałam nadal niewzruszona.
-Nie szkoda ci spędzić całej imprezy siedząc w basenie?- zapytał z zawadiackim uśmieszkiem.
-Emm nie? Jakoś nie czuję się tam najlepiej, a poza tym...fatalnie tańczę.- odwzajemniłam uśmiech.
-Ja też. To znaczy tańczę całkiem nieźle ale nie czuje się najlepiej w takim tłumie.- A może pszeszłabyś się ze mną na plażę?
-Wybacz ale mam chłopaka.
- To nic, ja cię zapraszam tylko na spacer a nie proponuje kolacji przy świecach.-rzucił.
- W sumie masz rację...Dobra chodźmy od tej mega głośnej muzyki juz bola mnie uszy-zgodziłam sie, chłopak pomógł mi wstać i wyszliśmy z klubu. Wysłałam oczywiście Ryanowi SMS że idę na spacer..
Szliśmy ulicą obok tej wystawy którą podziwiałam rano..przeczytałam podpis autora
-Ciekawe kim jest ten Justin? Załęże się że jakimś francuskim elegancikiem w ulizanych włosach i berecie. Ale trzeba przyznać że zna się na rzeczy, prawda?
-Yhmm- wymruczał chłopak , z mina jakby próbował powstrzymać nagły atak śmiechu ale zbytnio nie zwróciłam na to uwagi.Kiedy dotarliśmy na plaże zaniemówiłam.
- I jak?
-Boze odkąd tu przyjechałam widuje piękne miejsca ale to jest..nie umiem tego wyrazić słowami..?
-Eeeee Justin- wypowiedział swoje imię mój towarzysz.
- Ten...? Boże przepraszam! Myślałam że są to fotografie jakiegoś czterdziestolatka....
-Nie ty jedna.- Roześmiał się Justin najwyraźniej rozbawiony cała sytuacją.
-Robisz cudowne zdjęcia! Zajmujesz się tym?
-Nie pracuję w warsztacie samochodowym.
-Co?! Marnujesz się tam!
-Nie uważam tak..Zajmuje się lakierowaniem cholernie drogich bryk.. To się nazywa ''junic'' maluje na nich różne wzory: nagie kobiety, anioły, instrumenty muzyczne i takie tam.
-Nie myślałeś o życiu ze sztuki?
-Pewnie i to nie raz ale jakoś nie kręci mnie ciągłe ślęczenie z pędzlem i aparatem w ręku.
-Rozumiem..Piękne to morze..
- Mimo iż mieszkam tu tyle lat nigdy nie mogę się na nie napatrzeć jest takie...
-''Pasjonujące''- powiedzieliśmy w tej samej chwili a następnie ryknęliśmy donośnym śmiechem.
- A ty co zamierzasz w życiu robić?- zapytał mnie.
-Chciałabym być lekarzem a w wolnych chwilach... koneserem win.
-Koneserem?- Popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Tak koneserem, to cudowne jest móc tak jeździć po świecie i próbować wszystkich win, każde ma swoją historie...
- Nie wiesz co mówisz, całe życie się przeprowadzałem, wraz z matką uciekaliśmy przed....kimś.Nigdzie nie osiadaliśmy na dłużej niż 2 lata.
-Ale teraz mieszkacie w San Mareno/
- Tak to już będzie 7 lat..Mamy domu z winnicą kiedyś ci go pokażę.
-Która to już godzina?Trzecia spacerujemy przez 5 godzin?!
-Na to wygląda- odparł niewzruszony chłopak.
-Musimy juz wracać Justin, będą się o mnie martwić..
- No to chodź.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobał? Proszę bierzcie udział w ankiecie albo piszcie komentarze to dla mnie naprawdę ważne. :*

Ola ile ten blog mniał wyświetleń z ostatnich 7 dni?
OdpowiedzUsuń